W południowo-wschodniej części osiedla znajduje się stary cmentarz. Stary, klimatyczny, porośnięty bluszczem, niemal jak żydowski z Zandki. Może dlatego, ze na rubieżach miasta, to bardziej dostępny; może też dlatego bardziej zniszczony. Ale też i mniejszy i uboższy.
Co mnie natomiast zaskoczyło, to bliskie sąsiedztwo malutkiej oczyszczalni ścieków, na którą składają się dwa zraszane porowate otwarte złoża. Pierwszy raz widziałem coś takiego. Co ciekawe, sama oczyszczalnia jest symbolicznie ogrodzona - brama stała otwarta, wejście możliwe również od zniszczonego płotu cmentarnego, a złoża po prostu stoją sobie na łące. Na lekkim wzniesieniu stoi budka dróznika, nieopodal na trawie jego auto. Oczywiście przy samych złożach znajduje się budka sterownicza oraz stare zniszczone zbiorniki (osadniki piaskowe?). Jednakże całość wywarła na mnie dziwne wrażenie zapomnianej manufaktury jakiegoś alchemika.





